Chusta

Minął rok i cztery miesiące, odkąd nie dojeżdżam już  pociągiem do pracy. Trochę ponad rok, jestem w domu. Dzisiaj rano to sobie policzyłem, zanim ruszyliśmy w wspólną podróż, tym samym osobowym, porannym. A wydaje mi się teraz, że jest jakoś więcej ludzi, siedzenia mniej wygodne, no i gorąco.

Mogliśmy jechać intercity, sam nie wiem, dlaczego nie pomyślałem o tym, bezsensu. Chyba chciałem sobie przypomnieć, poczuć, jakie te pociągi regionalne, pracownicze są mało wygodne. Ponad rok, a ja się odzwyczaiłem.

– Jak długo będziemy jechać? – Pierwsze pytanie jakie mi zadała, kiedy pociąg po raz kolejny zatrzymał się na nijakiej stacji. – Zatrzymuje się na każdej?

– Trzy godzinki i będziemy na miejscu. Autem byłoby tak samo długo. – Spróbowałem naprawić swój wybór.

Auto w sumie to trzeba sprzedać, póki jest jeszcze coś warte, a pociągiem przynajmniej człowiek się tak nie męczy, wcale nie jest tak źle. Oswajam się.

– Ciepło, a to dopiero ósma rano.

– To nic. Zaraz włączą klimatyzację, zobaczysz, że jeszcze zmarzniemy. – Chwyciłem jej dłoń, przyciągnąłem i ucałowałem. Uśmiechnęła się i przytuliła do mnie. – Nawet nie poczujesz, jak nam ten czas minie.

– Zmarznąć to już w ogóle nie chcę, przeziębienie nie jest mi w ogóle potrzebne.

Póki co to początek podróży, więc w wagonie siedzi zaledwie kilkoro ludzi. Nawet niektórych z nich kojarzę. Wysiądą na następnej stacji, a do kolejnego większego miasta na pewno zrobi się tłoczno. Ale faktycznie jest ciepło. Początek lipca, a już nieźle zaczyna skwarzyć. No i chyba coś jeszcze grzeje.

– Jak będzie szedł konduktor to spytam się czy czasem nie włączyło się im ogrzewanie – usprawiedliwiłem się w imieniu PKP.

– Myślisz, że damy radę pojechać gdzieś w te wakacje? Bardzo bym chciała.

Wyciągnęła telefon, odblokowała i weszła w katalog zdjęć.

– Wenecja… ależ było cudownie, prawda? Zobacz, jakie tam było błękitne niebo i te niezliczone uliczki. Uwielbiałam się w nich gubić.

– A ja szukać w nich ciebie. Ale przecież w Gdańsku też ci się tak podobało, a bliżej. Wiesz, że mamy nawet bezpośrednie połączenie pociągiem z Gdynią? A może tym razem do Krakowa? Wiesz, nigdy nie byłem w Krakowie.

– Byłam kiedyś latem, nic fajnego. Duszno i miliony turystów. Nie spodoba ci się, uwierz.

– W Wenecji czy Paryżu też były całe tabuny ludzi.

– Ale zobacz, w ogóle się tego tam tak nie odczuwało.

Przewijała kolejne zdjęcia i co rusz pokazywała mi kolejne. Faktycznie nie było na nich widać tej masy turystów z całego świata. Na zdjęciach z podróży wszystko wygląda jakoś lepiej, a przecież pamiętam, choćby te zdjęcie, na tym kolejnym moście. Przejść się nie dało, a jednak na zdjęciu stoimy jakby sami, uśmiechnięci, rumiani. To była nasza pierwsza wspólna podróż. Zaledwie dwa lata temu, a już tak mało z niej pamiętam. Ale ona bez trudu odnajduje zdjęcia z tamtej wycieczki, z każdej. Wszystko ma uporządkowane, pogrupowane, w opisanych katalogach. Nazwa, data. Potem przegrywa to na dysk. Perfekcjonizm w każdym calu. Nie da się tego nie kochać.

– Ale może w tym roku gdzieś bliżej. Sam nie wiem, czy chce mi się znowu walczyć z tymi samolotami. Nie lubię latać.

– No tak, to prawda. To może pojedziemy do Pragi? Wszyscy mówią, że jest piękna, a nie byliśmy. Ja nie byłam. A ty?

– Też nie, a to faktycznie niedaleko. Musiałbym sprawdzić jak tam dojechać.

– To ja mogę sprawdzić zaraz na bookingu, ile kosztuje taki tydzień, co?

– Może pięć dni wystarczy? W Wenecji byliśmy trzy dni, a przeszliśmy chyba całą. – Uśmiechnąłem się. Sięgnąłem po swój telefon i włączyłem aplikację e–podróżnik.

Praga wydaje się być dobrym pomysłem, a ona tak lubi zwiedzać te wszystkie starówki, kamieniczki, ukryte uliczki. Pamiętam, że w zeszłym roku, w Gdańsku, podczas Jarmarku Dominikańskiego, nieźle nie wystraszyła, bo znikła mi nagle. Gdzieś skręciła i już nie było mi do śmiechu. A ona jeszcze założyła sobie inną chustkę na głowę, w kaszubskie błękitne kwiatki. Zawsze, z każdego wyjazdu przywozi sobie nową chustę. Ale wtedy byłem bez szans, aby ją wypatrzeć. A przecież jeszcze całkiem nieźle widziałem.

– Praga też jest piękna, zobacz. – Przysunęła mi galerię zdjęć z jej ulubionej strony internetowej. Miała upatrzoną jakąś blogerkę i zdawało mi się, że to ta obca kobieta jest reżyserem naszych wypraw turystycznych. Trzeba jednak przyznać, że sprawdzała się.

– Tak jest piękna i jest rzeka, mosty. Wszystko czego nam potrzeba.

– Faktycznie, masz rację. Najwięcej zdjęć mamy na wszelkich mostach, mosteczkach…. Nigdy nie zwróciłam na to uwagi. Ciekawe…

Zamyśliła się. Wróciła do galerii na telefonie i zaczęła przeglądać katalogi. Zatrzymywała się na każdym zdjęciu, gdzie stoimy na jakimś moście. Nie zauważyła nawet, jak naprzeciwko usiadała młoda kobieta z dzieckiem. Oderwałem się od wyszukiwania połączeń. Na to w sumie przyjdzie jeszcze czas. Trzeba poczekać.

Spojrzałem na nowych pasażerów. Młoda matka, bo dziewczynka mówiła do niej „mamo”, miała nie więcej jak dwadzieścia lat, a jej córka… Sam nie wiem. Nie znam się zupełnie na wieku dzieci. Przyszło mi na myśl, że pięć. Ale czy to możliwe, skoro matka była taka młoda? W dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe. Musiała być bardzo młoda, pewnie za młoda, wtedy… Nie oceniać! Przyłapałem się znowu na tym, że za wszelką cenę próbuję wszystko zrozumieć i znaleźć zaraz odpowiedź. Nie tylko znaleźć, ale właśnie mieć ją zaraz. Już. Teraz. Ale przecież nie wszystko da się zrozumieć tak od razu.

– Mamusiu, boli mnie głowa – szeptała dziewczynka wtulona pod ramię drobniutkiej matki. – Daleko jeszcze? Czemu jedziemy do innego lekarza?

– Justyś, jesteś trochę chora i musimy pojechać do specjalisty. To tylko dwa przystanki i będziemy na miejscu. A tam będzie czekać już na nas tatuś i razem pójdziemy do pana doktora.

– Ale ja nie chcę, Ja już będę grzeczna, mamusiu.

– Słoneczko, jesteś bardzo grzeczna i do tego bardzo dzielna. Pan doktor tylko cię zbada, zapisze nowe, lepsze lekarstwa i wrócimy do domku.

Odetchnąłem z jakąś ulgą. Jest i tata, więc wszystko dobrze… Co dobrze? To jakby nie było tego ojca, gdzieś tam, to byłoby niedobrze? Znowu. Te pytania, ocenianie innych. Spojrzałem na moją partnerkę. Nie zauważyłem, że już nie przegląda zdjęć, lecz bacznie obserwuje dziewczynkę. Dzieci. Chyba nigdy nie rozmawialiśmy o nich. Jakby oboje, w niemym tłumaczeniu, nie wpuszczaliśmy tych tematów do naszego życia. Jakby to było? Może warto zapytać, może warto o tym pogadać? Ale po co? Znowu te znaki zapytania.

– A jak wyzdrowiejesz to pojedziemy do babci. Chcesz jechać do babci na wakacje? – Kontynuowała pocieszanie młoda matka. Przegarniała spocone włosy dziewczynki, ustami dotykała jej czoła. – Na pewno chcesz, prawda?

– Mamusiu, a dlaczego ta pani ma taką chustę na głowie, przecież jest bardzo ciepło. – Nieoczekiwanie rodzinna rozmowa skupiła się na nas.

Chwilę wcześniej poczułem, jak wtuliła się we mnie, jak wzdrygnęła się, gdy matka wspomniała o chorobie. Ale przecież jesteśmy bezpieczni. To pewnie tylko jakieś dziecięce przeziębienie. Nie realne, aby zaraz się zarazić. To byłoby wysoce nieprawdopodobne.

– Widocznie ta pani lubi takie chusty. Twoja babcia też cały czas nosi taką, pamiętasz?

– Tak. A ja też będę mogła nosić taką chustę? Jak pojedziemy do babci?

– Oczywiście skarbie, kupimy ci taką, jak tylko wyjdziemy od lekarza, obiecuję.

Spojrzenia kobiet spotkały się. Patrzyły na siebie przez długą chwilę, uśmiechnęły się. Ciekawe o czym myślały. Opowiadały sobie swoje życia? Każda swoje. Takie różne, zupełnie inne. Tego się nigdy nie dowiem. Może gdybyśmy jechali razem dalej, ale niestety. Pociąg zatrzymał się na ich stacji. Wysiadły.

Na peronie czekał młody mężczyzna. Silny, przystojny. Ucałował żonę i zaraz zabrał córeczkę na ręce. Tak zauważyłem obrączkę. Gdy przeczesywała włosy córeczki, błysnęła mi ta mała oznaka czegoś tak w sumie ważnego. Tak, pomyślałem o tym czemu my nie mamy tych obrączek. O tym też za wiele nie rozmawialiśmy, a to błąd. To akurat uważam za swój błąd. Może to da się jeszcze naprawić? Przecież jeszcze nie jest za późno.

– Wiesz co, tak sobie pomyślałam, a może pojedziemy do moich rodziców w te wakacje i podjedziemy do twojej mamy na chwilę? Co myślisz?

– Myślę, że to na dziś najlepszy pomysł – przytaknąłem.

Do samej Warszawy już nie rozmawialiśmy o wakacjach, w ogóle chyba nie rozmawialiśmy. Wpatrzeni przez okno czekaliśmy tej stacji końcowej. Potem wizyta u naszego onkologa. Niezwykłe, tam się spotkaliśmy po raz pierwszy i teraz najczęściej tam wracamy razem. Oby i tym razem po dobre wieści.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *