Lata dwudzieste XXI wieku. Stara Miechowa leży na łożu swej starczej bezsilności. Czekając końca, próbuje zrozumieć, czemu jest opuszczona – dlaczego nie ma przy niej nikogo…?
Ta staruszka to… spersonifikowana wieś polska! Wioska na Opolszczyźnie. Swoją młodość nasycała obecnością mieszkańców, a potem… ich liczba zaczęła gasnąć… Wraz ze znikaniem miechowskiej społeczności – odchodzi i sama Miechowa. I kiedy wydaje się, że próżno wypatrywać dla starowinki ratunku, znienacka przybywają w odwiedziny trzy dziewczynki… Jedna nad wyraz podobna do drugiej i trzeciej, a każda jakże odmienna. Po kolei podchodzą do łóżka chorującej – żadna nie zjawiła się z pustymi rękami; każda coś z sobą niesie!
Ten literacki „pamiętnik Miechowej” można by przypisać dowolnemu starszemu człowiekowi, który stopniowo popada w zapomnienie, „wizytowany” jedynie odświętnie, podczas gdy tym najmłodszym pokoleniom jawi się już całkowicie nieznanym… Ta niepozorna książka to także ważne „skrzyżowanie wielu dróg” – to zachęta do społecznej i pokoleniowej debaty na fundamentalne tematy, takie jak: tożsamość jednostki i samoświadomość korzeni… Czym są korzenie, czym jest ja…? Istotne pytania pozostają ciągle otwarte, dlatego autor tej arcywzruszającej historii o narodzinach i życiu Miechowej nie próbuje udzielać odpowiedzi, tym bardziej nie poucza i nie postuluje. Zastanawia się tylko: czy warto osłaniać swoje korzenie przed zapomnieniem? Przecież można dokonywać tego na tak dużo wdzięcznych sposobów – choćby spisując żywot jakiejś miejscowości… lub zaczytując się w nim!
A jak brzmią imiona owych dziewczynek, co przyszły potowarzyszyć staruszce? Pisarz nie chce tego zdradzić przed czasem, drogi Czytelniku, może Ci za to obiecać, że prawdopodobnie znasz je świetnie… a na pewno o nich słyszałeś.




Opinie
Na razie nie ma opinii o produkcie.